Strona głównaAKTUALNOŚCICzekając na poprawki w drugiej edycji

Czekając na poprawki w drugiej edycji

3 marca w dawnej sali im. F. Fabicha w Urzędzie Miasta – dziś po prostu w sali numer 8 – zebrali się wspólnie mieszkańcy, kilku radnych i władze miasta, aby porozmawiać o pierwszym w Tczewie budżecie obywatelskim.

Już na wstępie prezydent Pobłocki przekonywał o szczególności tego przedsięwzięcia w skali kraju, stwierdziwszy, że Tczew dołączył do wąskiego grona nielicznych miast, które podjęły trud większego zaangażowania mieszkańców w tworzenie miejskiej polityki budżetowej. Podkreślił też, że zależało mu na jak najszybszej realizacji przedsięwzięcia, co zaowocowało odejściem od praktyki stosowanych w innych miejscowościach. Zaznaczył również, że jakkolwiek wyznaczona na potrzeby budżetu obywatelskiego kwota 500 tys. zł przy ogólnych wydatkach inwestycyjnych Tczewa nie jest dużą sumą, ale oddaną bezpośrednio pod zarząd tczewian. Po wystąpieniu prezydenta Hanna Pietrzkiewicz, członkini zespołu ds. wdrażania budżetu obywatelskiego, w formie prezentacji multimedialnej niemalże punkt po punkcie przedstawiła zebranym regulamin całej inicjatywy, powtarzając procedurę, zasięg poszczególnych okręgów i przeznaczone dla każdego z nich kwoty etc.

Po wystąpieniu reprezentantów Urzędu jako pierwszy głos zabrał Grzegorz Pawlikowski z Fundacji Pokolenia i Tczewskiej Inicjatywy Rowerowej. Zaznaczył na wstępie, że jest bardzo zadowolony z pojawienia się w Tczewie samej inicjatywy budżetu obywatelskiego, ale już niekoniecznie z formy, w jakiej zostanie zrealizowany. Podkreślił, że istotą przedsięwzięcia jest większe, niż dotychczas zaangażowanie mieszkańców w funkcjonowanie miasta, co w wielu innych miastach realizowane jest nie tylko poprzez przyjmowanie pomysłów mieszkańców i ich późniejsze głosowanie – czego u nas zabraknie – ale też wcześniejsze konsultowanie z obywatelami samej idei, prowadzone jeszcze przed przystąpieniem prac nad regulaminem – co w Tczewie również się nie odbyło. W odpowiedzi na tę uwagę prezydent raz jeszcze położył nacisk na fakt, że Urzędowi zależało na czasie, a choć debaty pozwalają zabrać głos wszystkim uczestnikom, na końcu ktoś musi podjąć ostateczną decyzji przy świadomości, że później zostanie z niej rozliczony. Wezwał też do nie dyskutowania o tym, jak procedura budżetu obywatelskiego powinna w naszym mieście przebiegać, ale pochylić się nad tym, jak będzie zrealizowana. Z tą kwestią związane było też pewne nieporozumienie, gdy obecna na sali radna Gertruda Pierzynowska chciała podważyć zarzut o braku konsultacji, twierdząc, że sama przeprowadziła już kilka spotkań z mieszkańcami Suchostrzyg odnośnie pomysłów, które sama chciała zgłosić – choć Pawlikowski mówił nie o konsultacjach propozycji, ale samego regulaminu budżetu.

budzet obywatelski debata 03

Pytał też o brak możliwości zgłaszania wniosków na inicjatywy ogólnomiejskie, dostępne mieszkańcom innych miast. Podkreślił, że w Tczewie istnieją pewne lokalizacje, jak Bulwar Nadwiślański czy Park Miejski, które w regulaminie przyporządkowane zostały konkretnym okręgom, ale z których korzystają mieszkańcy całego miasta. Niestety, mając pomysł na rozwój tychże miejsc, nie będą mogli ich zrealizować w ramach budżetu partycypacyjnego. W odpowiedzi prezydent odwołał się do niskiej kwoty przeznaczonej pod zarząd mieszkańców, niedostatecznej dla przeprowadzenia dużych inwestycji ogólnomiejskich. Odnośnie inwestycji mniejszych, które ktoś chciałby zrealizować w innym, niż swój okręgu, powołał się z kolei na przykład placu zabaw, który zbudowano na wniosek grupy tczewian w pewnym miejscu, którego mieszkańcy z kolei okazali się budowie przeciwni (choć zaznaczyć musimy, że ani na spotkaniu, ani później, na pytanie „Kuriera”, nie sprecyzował, gdzie tenże plac powstał). Dlatego też, argumentował, nie może być tak, że mieszkańcy decydują o nie swoim „podwórku”. Podkreślał też, że dobre pomysły, które nie zostaną zrealizowane w ramach budżetu obywatelskiego, mogą być wzięte pod uwagę w ramach inwestycji finansowanych z budżetu głównego.

Kończąc wątek tego, jak tczewski budżet obywatelski mógł wyglądać, Łukasz Brządkowski z Ruchu Inicjatyw Obywatelskich Tczewa zauważył, że lokalni społecznicy i pozarządowcy z pewnością wyjdą z inicjatywą zmian w przyszłorocznym budżecie, które pozwolą przeszczepić na tczewski grunt rozwiązania, które sprawdziły się już w innych polskich miastach.

Kolejne pytania w większości dotyczyły już kwestii bardziej technicznych, m.in. zasady, jaką przyjęto, dzieląc miasto na cztery okręgi czy znaczenia wkładu własnego mieszkańców (który we wnioskach nie będzie branych przez uwagę). Zebranych interesowała także kwestia wyszczególniania w formularzach np. konkretnych sprzętów bądź materiałów, jakie miałyby być podczas realizacji wykorzystane. Poruszony też został problem tego, czy budżet obywatelski jest w Tczewie należycie nagłośniony, czy zastosowano odpowiednio skuteczne narzędzia promocji. Jeden z mieszkańców zauważył, że w obecnej formule budżet obywatelski grozić może zmarnotrawieniem czasu aktywnych obywateli, którzy wiele czasu i wysiłku poświęcą wpierw opracowaniu pomysłu, a potem zebraniu podpisów, ale projekt zostanie odrzucony ze względów formalnych. W odpowiedzi prezydent prosił, aby w razie wszelkich niejasności bądź wątpliwości zgłaszać się z prośbą o pomoc do pracowników Urzędu. Jedna z mieszkanek zwróciła uwagę, że rodzice niektórych osób młodszych, niż 18 lat, nie pozwalają zbierać podpisów swoich dzieci jako nie posiadający prawa głosu. W odpowiedzi usłyszała, że osoby nieletnie nie posiadają czynne prawa głosu w wyborach, ale nie ma to znaczenia przy zbieraniu podpisów pod wnioskami do budżetu partycypacyjnego.

***

W krótki czas po spotkaniu lokalni pozarządowcy – Fundacja Pokolenia, Ruch Inicjatyw Obywatelskich Tczewa, Tczewska Inicjatywa Rowerowa oraz Przestrzeń Kultury „Zebra” – wystosowali do miejskich radnych apel, którego treść przedstawiamy poniżej w pełnej, niezmienionej wersji:

Budżet obywatelski został stworzony dla mieszkańców, abyśmy mogli z jego środków sfinansować zgłaszane przez nas pomysły. Niestety, mamy obawy, że stał się on częścią kampanii wyborczej obecnych radnych miejskich i powiatowych. W celu zdobycia popularności przed wyborami samorządowymi będą oni zgłaszać własne projekty oraz aktywnie włączą się w zbieranie podpisów. Co szczególnie bulwersujące, niektórzy z nich zaczęli to robić jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem zasad dofinansowania projektów z budżetu obywatelskiego!

Radni decydują o budżecie miejskim, który w przyszłym roku na same inwestycje przeznacza 15 mln złotych. Każdy z nich miał więc możliwość zgłaszania do realizacji swoich pomysłów i nie potrzebuje do tego 0,5 mln złotych przeznaczonych dla nas. Jeżeli więc chce swoje projekty zgłaszać w ramach budżetu obywatelskie i zdobywać popularność przez zbieranie podpisów, oznacza to że był wyjątkowo nieskuteczny w trakcie swojej kadencji. Będzie przecież oceniany przez wyborców za cztery lata swojej pracy na rzecz Tczewa, a nie za wątpliwe sukcesy na kilka miesięcy przed wyborami.

Apel ten przekażemy bezpośrednio do każdego radnego i radnej. Liczymy na to, że nie będą zawłaszczać budżetu obywatelskiego do celów kampania wyborczej. Poinformujemy o tym, którzy z nich poparli naszą inicjatywę oraz o tych którzy kosztem mieszkańców chcą zyskać wątpliwą popularność przed wyborami.

– Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, ale kiedy słyszę, że jedna z radnych od stycznia prowadzi spotkania i zbiera podpisy w momencie, gdy nie było wiadomo, w jakiej formie budżet będzie wprowadzony, to wydaje mi się to podejrzane. Myślę też, że nie powinniśmy tego zignorować – tłumaczyła stojące za wystosowaniem odezwy odczucia tczewskich społeczników Emilia Garska z Fundacji Pokolenia

Zwróciliśmy się do radnych z prośbą o ustosunkowanie się do apelu pozarządowców. Niestety, do dnia zdania niniejszego tekstu do druku otrzymaliśmy odpowiedź jedynie od części z nich – Krzysztofa Misiewicza, Brygidy Gency, Zbigniewa Urbana, Zenona Żyndy, Tomasza Tobiańskiego i Bartłomieja Kulasa. Wszyscy wyżej wymienieni zapewniali, że nie będą samodzielnie zgłaszać pomysłów do budżetu obywatelskiego, ale nie odmówią wsparcia ani poparcia mieszkańcom, którzy zgłoszą się do nich z prośbą o pomoc. Wyjątkiem w tym wypadku jest radny Żynda, który poinformował nas, że nie będzie uczestniczył także w zbieraniu podpisów.

– Osobiście nie potrzebowałem „apelu” lokalnych pozarządowców, by nie być inicjatorem projektów w ramach budżetu obywatelskiego – stwierdził Tomasz Tobiański – Uważam, iż jest to pole do popisu dla mieszkańców, stowarzyszeń, wspólnot itp., a niekoniecznie dla nas, radnych.

– W pełni zgadzam się ze stanowiskiem środowisk pozarządowych – wtórował Zenon Żynda – Radni na swoja działalność i okazywanie aktywności mieli 3,5 roku. Uważam, że wykorzystywanie pozycji radnego, który osobiście włącza się w budżet obywatelski, traktowane jest jako promocja własnej osoby, zwłaszcza w roku wyborczym.

– Jeżeli radni wykorzystają swoją uprzywilejowaną pozycję i zaangażują się w „budżet obywatelski”, to moim zdaniem skompromitują nie tylko siebie, ale także całą jego ideę, ponieważ zamiast stać się narzędziem aktywizującym obywateli w ich lokalnym środowisku i otoczeniu, „budżet obywatelski” stanie się narzędziem wyborczym radnych – ocenił Zbigniew Urban – Powiem wprost, koleżanki i koledzy radni: ręce precz od budżetu obywatelskiego, zajmijcie się budżetem miejskim!

***

Spotkanie z dnia 3 marca nie zmieniło krytycznego stosunku części organizacjami pozarządowymi do formuły tczewskiego budżetu obywatelskiego.

– Mam wrażenie, że samorządowcy chcą stworzyć budżet obywatelski nie rozumiejąc idei, która za nim stoi – oceniła w rozmowie z „Kurierem” Emilia Garska – Tak naprawdę ciężko nazwać ten budżet partycypacyjnym, jeśli mieszkańcy są osobami, które tylko zbierają podpisy pod propozycjami. Jeśli w ogóle mówić mamy o partycypacji, to musimy pokonać poszczególne szczeble drabiny i zaczynamy od konsultacji, po których dopiero wprowadzamy kolejne narzędzia wpływu dla obywateli. Tymczasem samorządowcy chcą pokazać, że jesteśmy na zaawansowanym etapie, gdy etapy wcześniejsze, które również powinniśmy przejść, pozostały nietknięte. Uderza brak zrozumienia wagi samego procesu tworzenia tego typu działań ze strony urzędników, przez co argumenty pozostają na poziomie „mała kwota” czy „mało czasu”. Dla mnie nie są one zasadne, gdyż decyzja o wprowadzeniu budżetu obywatelskiego nie została podjęta w lutym, ale jeszcze w zeszłym roku. Dało to kilka miesięcy, które pozwoliłyby na akcję informacyjną, na konsultację, na działania edukacyjne, które pozwoliłyby włączyć mieszkańców, a tymczasem nie wydarzyło się nic, szanse zostały zaprzepaszczone.

– Istotą problemu jest to, że zaproponowanego rozwiązania nie znalazłem ani w naszym, ani w sąsiednich województwach – dodawał Grzegorz Pawlikowski – Jeśli podchodzimy do tematu po raz pierwszy i nie mamy czasu na konsultacje (choć uważam, że to nie prawda, bo wystarczyło poświęcić tydzień), to warto skorzystać z dobrych praktyk. Jeśli w kilkudziesięciu miastach jest końcowe głosowanie, to czemu my go nie wprowadzamy? Jeśli w kilkudziesięciu miastach wydzielona jest pula na działania ogólnomiejskie, czemu my nie idziemy w tym kierunku?

W tym kontekście zwróciliśmy się do prezydenta Pobłockiego z pytaniem, na rozwiązaniach z jakich innych miast wzorowany był tczewski budżet obywatelski.

– Budżet obywatelski funkcjonuje w Polsce od niedawna, od 1-2 lat, i to tylko w nielicznych miastach – otrzymaliśmy odpowiedź – Jesteśmy więc wśród pionierów i nasz budżet można uznać za pilotażowy. Nie ma jeszcze gotowych i „przetrenowanych” rozwiązań.

budzet obywatelski debata 02

Skądinąd jednak na stronie budżetu obywatelskiego Bielska-Białej znaleźliśmy informację, że tego typu narzędzie partycypacji mieszkańców istnieje w ponad 50 miastach na terenie całego kraju. Do dnia zdania niniejszego tekstu do druku redakcja nie zweryfikowała tej liczby w pełni, potwierdziliśmy jednak listę ok. 30 miast, w których budżet partycypacyjny realizowany jest po raz pierwszy, bądź w kolejnej już edycji, bądź jest w fazie opracowywania. Oprócz miejscowości, które wymieniliśmy w poprzednim wydaniu „Kuriera” (m.in. Elbląg, Rzeszów czy Świdnica), wskazać tu można kolejne, jak Jaworzno, wspomnianą Bielską-Białą, Olsztyn, Zieloną Górę, Tarnów, Toruń, Bytom, Leszno, Grajewo, Bełchatów czy gminę Kęty. Wydaje się to liczbą, która pozwala na ustalenie pewnej normy w sposobie realizowania tej inicjatywy (pomijając końcowe głosowanie, w Tczewie pominięte, trzeba wskazać na częstą praktykę konsultacji z mieszkańcami, na których brak w naszym mieście wskazywał Pawlikowski). Prezydent Pobłocki nie podzielił jednak tej opinii.

– 30 czy nawet  50 to niewiele na prawie 2,5 tys. wszystkich gmin – uznał – Każda gmina jest inna i trudno stosować jakieś kalki. Gminy samodzielnie ustalają zasady budżetu obywatelskiego. Gdyby miało być inaczej, obowiązujące rozwiązanie wprowadziłaby ustawa. Wariant wypracowany w Tczewie dopasowaliśmy do naszych możliwości i uwarunkowań, m.in. czasowych. Chcieliśmy, aby procedura wyłaniania projektów i ich realizacji była jak najkrótsza. Jeśli po pierwszym budżecie okaże się, że warto pewne zapisy w regulaminie zmienić, to tak zrobimy.

***

Władze miasta parokrotnie i przy różnych okazjach składały obietnice, że z przebiegu i owoców pierwszej edycji tczewskiego budżetu obywatelskiego wyciągnięte zostaną wnioski, które pozwolą wprowadzić pozytywne zmiany do regulaminu kolejnych odsłon inicjatywy.

– Po zakończeniu procedury związanej z realizacją zgłoszonych projektów, zbierzemy wnioski, doświadczenia oraz sugestie i uwagi mieszkańców, które będą pomocne przy określaniu zasad ustalania przyszłorocznego budżetu – zapewniał redakcję „Kuriera” prezydent Pobłocki – Oczywiście te informacje przekażemy mieszkańcom, m.in. podczas spotkania.

Tczewscy społecznicy, wedle wiedzy redakcji, pilnie przyglądać się będą realizacji budżetu, pracują również nad listą niejasności zawartych w regulaminie, utrudniających przygotowywanie wniosków. Stale też podkreślają żal za niewykorzystanym potencjałem budżetu partycypacyjnego.

– Uważam, że jeśli za coś się zabieramy, powinniśmy robić to porządnie – twierdzi Emilia Garska – Rozumiem, że to pierwsza edycja, więc na pewno będą jakieś niedociągnięcia. Mam nadzieję, że przed kolejną edycją budżetu znajdzie się miejsce na spotkanie z mieszkańcami i wysłuchanie ich opinii i sugestii.

– Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym – podkreślał Grzegorz Pawlikowski – Rodzi się pytanie, czy tak będzie zawsze? Czy wpierw tematy będą przemilczane, a potem szybko procedowane ze względu na brak czasu?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Popularne